Kilka tygodni temu zaplanowałyśmy z Kasią Nowicką, że kiedy maluchy z miotu F podrosną, wybierzemy się z nimi w plener, zabierając ze sobą część dorosłej rodziny Lizusów. Pomysły, gdzie ma się odbyć to spotkanie, były różne. Kiedy jednak dowiedziałyśmy się, że w naszym ulubionym lesie pod Warszawą właśnie kwitną wrzosy, zatęskniłyśmy za tym miejscem. I postanowiłyśmy tam jechać. Dołączyła do nas Jola Oporska z Emiko. Niestety, tegoroczna susza sprawiła, że wiele krzaczków uschło, ale i tak to, co zostało, wygląda jeszcze imponująco. I szczenięta, i dorosłe jamniki były zachwycone. Biegały, kopały, tarzały się... Pozwoliłyśmy więc im się wyszaleć, zanim zaczęłyśmy robić pamiątkowe zdjęcia. A potem zaczęło się szukanie odpowiedniej scenerii. Jako pierwsze plan zdjęciowy testowały Emiko i El-Maraya.


Poniżej z lewej El-Maraya solo, a z prawej z Emiko.

A tutaj równie dobrze wytrenowany we wspólnym pozowaniu duet Dalaya i El-Maraya.

Najwięcej wysiłku musiałyśmy włożyć w zrobienie fotek maluchom. Ciekawe świata szczenięta, Fadi-La i Faraj, ani myślały o pozowaniu. Chciały wszystko oglądać, wąchać, sprawdzać. Trzeba było wykorzystywać dosłownie ułamki sekundy, aby zrobić im portrety we wrzosach. Jako pierwszą prezentuję Fadilkę.



A tutaj Faraj.


I maluchy razem.

Zrobiłyśmy też pierwszą turę zdjęć zbiorowych. Udało nam się ustawić razem tylko dorosłe psy, o uwzględnieniu na fotkach szczeniąt mogłyśmy tylko pomarzyć... Poniżej wszyscy (poza maluchami) uczestnicy naszego spacerku, od lewej: Dalaya, Sara, Aluzja, El-Maraya, Basim, Shangri-La i Emiko.

A na kolejnych fotkach Shangri-La z corkami. Widać na nich, że choć Lizuski są różne i łatwo rozpoznawalne to jest też między nimi wyraźnie zauważalne podobieństwo.




Wrzosowisko w Mostówce jest bardzo rozległe i mamy tam ulubione miejsca. Osobiscie bardzo lubię wydmy. Przywodzą mi one na myśl szkockie wrzosowiska na wzgórzach. Jamniki zawsze chętnie biegają po tych pagórkach. Tak było i tym razem, a na koniec oczywiście sesja.


Uznałyśmy, że ta sceneria jest idealna na zdjęcia w pozie wystawowej. Emiko pięknie zapozowala, za to El-Maraya stwierdziła, że nie ma ochoty stać i wolała leżeć. Na szczęście kilka chwil potem zapozowała na siedząco.



W tych malowniczych, intensywnie fioletowych krzaczkach El-Maraya pięknie wyglądała z mamą.

A tu wszystkie trzy siostry, Emiko, Dalaya i El-Maraya.

Na koniec usadziłyśmy tam również maluchy.


A za górką, w pewnym oddaleniu, mamy kolejny ulubiony plener. Nie zawiódł i tym razem, znalazłyśmy tam dużo okazałych wrzosów, a także malownicze brzózki, małe choineczki, szyszki. Najbardziej uszczęśliwiona była Fadi-La. Złapała najpierw dużą korę brzozy, a potem bardzo zaintrygowały ją szyszki. Obie z Kasią utrwaliłyśmy to na zdjęciach.



Kora brzóz w połączeniu z kwitnącymi wrzosami i ciemną ziemią tworzyły bardzo malowniczy kontrast. W tej scenerii próbowałyśmy zaprezentować większość uczestników naszego spotkania. Na początku Shangri-La (w środku) oraz Emiko i El-Maraya.

W pewnym momencie Emiko i El-Maraya jednocześnie odwróciły się w stronę mamy i dały jej całusa.

Poniżej El-Maraya solo oraz z siostrami, Dalayą i Emiko.



I pora na maluchy. Najpierw Fadi-La, potem z bratem i poniżej sam Faraj.






Dalaya przyglądała się temu z dystansem, leżąc na mchu, ale były też chwile, kiedy podrywała się do lotu.


Emiko i El-Maraya bardzo romantycznie zapozowały zaś przy młodziutkiej sosence.

Przez cały czas miałyśmy też w głowie jeszcze jeden cel. Bardzo chciałyśmy zrobić naszym jamnikom zdjęcia wśród wrzosów z powaloną brzozą. Długo szukałyśmy odpowiedniego miejsca, ale brzozy leżały albo w cieniu, albo pomiędzy uschniętymi wrzosami, a nam się marzyły takie w pełnym rozkwicie. Nie ma to jednak jak wybrać się na sesję z odpowiednio zdeterminowaną ekipą. W jednym miejscu znalazłyśmy piękną, śnieżnobiałą brzozę, w innym intensywnie fioletowe wrzosy. Zakasałyśmy rękawy i przeniosłyśmy okazały, duży konar tam, gdzie nam pasowało. Nie udało się zrobić zbiorowego zdjęcia wszystkim psom, ale wyszły przynajmniej fotki w podgrupach.



I Dalaya oraz El-Maraya solo.


Ten spacer był wyjątkowy z wielu powodów, ale między innymi dlatego, że maluchy miały ostatnią wspólną sesję przed wyprowadzką do nowych domów. Dzięki pomocy i zaangażowaniu Kasi i Joli powstało dużo pamiątkowych fotek, do których na pewno będziemy wracać z przyjemnością i dużym sentymentem.
